Kiedy myślisz o Porsche, zapewne oczami wyobraźni widzisz klasyczną 911-tkę sunącą po alpejskich serpentynach. Jednak w drugiej połowie lat 70. Porsche postanowiło zrobić coś zupełnie innego: stworzyć samochód przyszłości. Efektem tej niemieckiej burzy mózgów było Porsche 928 – luksusowe gran turismo z silnikiem V8 z przodu i napędem na tył. Brzmi jak herezja? Dla ortodoksyjnych fanów z Zuffenhausen – zdecydowanie tak. Ale praktyka pokazała, że 928 to auto nie z tej ziemi, dosłownie i w przenośni.
Geneza kosmicznego projektu
Pod koniec lat 70. Porsche stawiło czoła największemu wyzwaniu: zbliżająca się era regulacji emisji i niepewność co do przyszłości klasycznych silników chłodzonych powietrzem. Inżynierowie chcieli stworzyć auto wygodne, szybkie i nowoczesne – z myślą o rynku amerykańskim. Tak narodziło się Porsche 928, które miało zastąpić… 911! Pomysł kontrowersyjny? Jasne. Ale w momencie debiutu w 1977 roku, 928 wyglądało jak przybysz z innej planety – z wielkimi reflektorami w stylu „żaby”, z tylną szybą zachodzącą na boki i futurystycznie zaokrąglonymi kształtami.
Pod maską – V8 i filozofia transaxle
Porsche 928 było pierwszym samochodem marki z chłodzonym cieczą silnikiem V8, umieszczonym z przodu. Ale żeby nie było zbyt mainstreamowo, Porsche rozłożyło masę auta idealnie dzięki układowi transaxle – skrzynia biegów została umieszczona przy tylnej osi. Efekt? Genialne wyważenie 50:50 i prowadzenie jak po szynach. Początkowo silnik miał 4,5 litra pojemności i moc 240 KM, ale z biegiem lat – i rosnącym apetytem kierowców – pojawiły się wersje S, S4, GT, GTS, a moc dobiła do imponujących 350 KM w finałowym 928 GTS.
Wnętrze – futurystyczne nie znaczy niewygodne
W środku 928 bardziej przypominał salonik Hi-Fi z lat 80. niż typową deskę rozdzielczą w stylu „koziej deski” z 911. Ergonomiczne fotele, cyfrowe wyświetlacze, kierownica przesuwająca się wraz z zestawem wskaźników – wszystko to robiło wrażenie. Owszem, tylna kanapa była raczej symboliczna (czytaj: dla dzieci lub bardzo elastycznych dorosłych), ale dla kierowcy i pasażera – komfort pierwsza klasa. To auto zachęcało do długich podróży z niemiecką precyzją i prędkością.
Co sądzą właściciele? Same pochwały… prawie
Właściciele Porsche 928 mówią o nim jak o dobrym czerwonym winie – im starsze, tym lepsze. Prowadzenie? Mówią, że przypomina płynięcie luksusowym jachtem. Dźwięk V8? Jednym słowem: uzależniający. Jednak są też drobne zgrzyty – koszty utrzymania nie należą do najniższych, a część podzespołów, jak klimatyzacja czy elektryka, potrafi płatać figle. Ale jak mówią miłośnicy 928: „To nie auto – to styl życia. A kto powiedział, że przyjemność ma być tania?”
Porsche 928 a kolekcjonerzy – śpiący gigant
Choć przez lata był niedoceniany i traktowany jako „Porsche z niewłaściwym silnikiem”, dziś Porsche 928 przeżywa prawdziwy renesans. Ceny idą w górę, fani polują na zadbane egzemplarze, a niektóre wersje – jak 928 GTS – powoli łapią status kultowych. Dla kolekcjonerów to nie tylko inwestycja, ale też okazja, by mieć część motoryzacyjnej historii, która odważyła się iść pod prąd. I to dosłownie – bo nie ma nic bardziej pociągającego niż V8 pracujące na pełnych obrotach.
Choć Porsche 928 nie zrzuciło 911 z tronu, to z pewnością zapisało się złotymi literami w historii marki. Odważne, szalone, a jednocześnie piekielnie szybkie – 928 pokazuje, że nie trzeba być ortodoksyjnym, by być genialnym. Jeśli więc marzy ci się Porsche, które łączy luksus, osiągi i nieco retro-futuryzmu, to… chyba właśnie znalazłeś odpowiedź.